Posty

🔥 Gaz i hamulec jednocześnie – jak wyjść z wewnętrznego spięcia i odzyskać ulgę?

  Przez długi czas miałam wrażenie, że cały czas jestem w napięciu. Niby funkcjonuję, robię rzeczy, ogarniam dom, pracę, ludzi wokół… ale gdzieś w środku cały czas było uczucie: „Potrzebuję ulgi. Chcę po prostu poczuć, że mi ulżyło.” Nie potrafiłam tego zlokalizować – ani w ciele, ani w myślach. Wiedziałam tylko, że weszłam w jakiś tryb, który nie jest mój. Tryb działania, napięcia, pomocy innym, ogarniania wszystkiego dookoła… ale bez wewnętrznego spokoju. Czułam się jak samochód, który jednocześnie wciska gaz i hamulec. Silnik wyje, ale nie jedzie. I to wykańcza. Skąd się bierze to spięcie? U mnie to było połączenie kilku rzeczy: przez lata ludzie przychodzili do mnie z napięciami, a ja im pomagałam (często kosztem siebie), w domu czułam, że muszę wszystko ogarniać i być odpowiedzialna, kiedy miałam impuls, by coś po prostu „zrobić”, pojawiała się krytyka: „czemu jesteś taka zła?”, „czemu tak nerwowo sprzątasz?”, „nie bądź taka ostra”… I tak pojawił się konflikt...

Kiedyś byłam głosem dla innych

Kiedyś mówiłam ludziom, jak żyć. Z pewnością, która przychodzi tylko wtedy, gdy serce ma skrzydła, a dusza jeszcze nie zna swoich cieni. Przychodzili. Słuchali. Potakiwali głowami jakby znajdowali w moich słowach klucz do własnych drzwi. Niektórzy nawet otworzyli. Zmienili coś. Poszli dalej. Zostawili mi wdzięczność – i ciszę. A potem przyszedł czas, kiedy sama musiałam słuchać siebie. I nagle moje własne rady smakowały jak zupa, którą ugotowałam komuś, ale została tylko dla mnie. Już nie taka dobra. Już nie taka ciepła. Relacje zaczęły się sypać, jakby ziarna rozsypane po stole. Chciałam dobrze – zawsze. Ale nie wszystko, co dobre, jest przyjmowane z wdzięcznością. Nie wiem, kiedy przestałam być dla nich źródłem. Może wtedy, gdy przestałam znać odpowiedzi. Może wtedy, gdy moje milczenie stało się bardziej prawdziwe niż mądre słowa. Dziś pytam: Czy warto mówić komuś, jak żyć? Czy można dotknąć czyjegoś świata bez zostawiania śladu ciężaru? Jak być z innymi, żeby było lekko? Może teraz ...

Jestem miłością i światłem.

  Nie zawsze o tym pamiętałam. Nie zawsze potrafiłam to czuć. Przechodziłam przez ten świat z otwartym sercem. Przymierzałam czas, istnienie, domy, ludzi, chwile. Byłam światłem, które rozświetlało nie tylko drogę innym, ale też mnie samą od środka. A potem… coś się stało. Coś, co zabrało mi blask. Zgasło światło. Miłość przycichła. Nie odeszłam dlatego, że nie kochałam. Odeszłam, bo musiałam. Musiałam się usunąć. Zniknąć na chwilę. Odnaleźć siebie w miejscu, gdzie było cicho. Gdzie nikt niczego nie oczekiwał. Gdzie mogłam znów rozniecić iskrę w sobie. Nie miałam odwagi prosić o pomoc. Nie śmiałam zapytać: czy potrafisz mnie jeszcze pokochać taką – przygaszoną, niepewną, zagubioną? Nie śmiałam prosić: otocz mnie taką miłością, bym mogła zapłonąć na nowo. Wróciłam, gdy zapaliłam się sama. Nie z fajerwerkami. Nie z hałasem. Cicho. Z miłością w oczach. I z sercem pełnym wdzięczności dla tego, kto czekał. Kto nie gasił swojego światła. Kto nie odwrócił się, gdy mn...