Jestem miłością i światłem.

 


Nie zawsze o tym pamiętałam.

Nie zawsze potrafiłam to czuć.


Przechodziłam przez ten świat z otwartym sercem. Przymierzałam czas, istnienie, domy, ludzi, chwile. Byłam światłem, które rozświetlało nie tylko drogę innym, ale też mnie samą od środka.


A potem… coś się stało. Coś, co zabrało mi blask. Zgasło światło. Miłość przycichła.


Nie odeszłam dlatego, że nie kochałam. Odeszłam, bo musiałam.

Musiałam się usunąć.

Zniknąć na chwilę.

Odnaleźć siebie w miejscu, gdzie było cicho. Gdzie nikt niczego nie oczekiwał. Gdzie mogłam znów rozniecić iskrę w sobie.


Nie miałam odwagi prosić o pomoc.

Nie śmiałam zapytać: czy potrafisz mnie jeszcze pokochać taką – przygaszoną, niepewną, zagubioną?

Nie śmiałam prosić: otocz mnie taką miłością, bym mogła zapłonąć na nowo.


Wróciłam, gdy zapaliłam się sama.

Nie z fajerwerkami. Nie z hałasem. Cicho.

Z miłością w oczach.


I z sercem pełnym wdzięczności dla tego, kto czekał. Kto nie gasił swojego światła.

Kto nie odwrócił się, gdy mnie nie było.

Kto był.


Jeśli czytasz to i czujesz, że też zgasłaś — wiedz, że masz prawo zniknąć na chwilę. Masz prawo wycofać się, by znów zapłonąć.

Światło nie znika. Czasem tylko odpoczywa pod warstwą cienia.


I kiedy wrócisz — wrócisz mocniejsza.

Bo jesteś miłością i światłem.

Zawsze byłaś.

„Światło, które nosisz w sobie, nigdy nie gaśnie naprawdę. Czasem tylko zamyka oczy, by odpocząć.”




 




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Poranek, kawa i promienie słońca na liściach… Czasem jeden obraz potrafi otworzyć drzwi do refleksji. Dziś dzielę się małym momentem, który dla mnie stał się czymś więcej niż tylko widokiem za oknem. Zapraszam Cię do przeczytania nowego wpisu na blogu „W dotyku dnia”. Może i Ty odnajdziesz w nim coś swojego?

Czujesz, że nie stoisz pewnie na stopach? Sprawdź, co możesz z tym zrobić

Kiedyś byłam głosem dla innych