Zapach istnienia

 Szłam ścieżką o poranku,

a niebo milczało w szarości.

Nie szukałam słońca – wystarczył mi chłód,

który z czułością dotykał skóry,

jakby chciał przypomnieć,

że jeszcze jestem.


W powietrzu unosił się zapach skoszonej trawy –

zielone wspomnienie lata,

przesycone ciszą i spokojem.

W tej chwili nie było nic do zdobycia,

nic do zrobienia.

Tylko oddech. Tylko krok. Tylko bycie.


A potem…

gdzieś po drodze – róża.

Rozkwitła nieśmiało,

na przekór chmurom,

jak westchnienie piękna,

które nie prosi o uwagę,

ale zostaje w sercu na długo.


I choć dzień nie obiecywał niczego szczególnego,

zabrałam ze sobą coś więcej niż widok –

to ulotne poczucie istnienia,

które przychodzi wtedy,

gdy się nareszcie przestaje szukać.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Poranek, kawa i promienie słońca na liściach… Czasem jeden obraz potrafi otworzyć drzwi do refleksji. Dziś dzielę się małym momentem, który dla mnie stał się czymś więcej niż tylko widokiem za oknem. Zapraszam Cię do przeczytania nowego wpisu na blogu „W dotyku dnia”. Może i Ty odnajdziesz w nim coś swojego?

Czujesz, że nie stoisz pewnie na stopach? Sprawdź, co możesz z tym zrobić

Kiedyś byłam głosem dla innych